|
Kamienie z twarzami -
Filitosa
Korsyka - Francja

W Warszawie kupisz książkę
w salonie EMPiK w Domach Centrum
książka "Zamki na starych pocztówkach" -
najlepsze oferty on line:
| www.piatek13.com.pl |
-
(33,00 pln) |
Kobieta stała obok samochodu ze szwajcarską
rejestracją, prawie na samym środku drogi. Na mój
widok wyraźnie się ucieszyła. - Czy wie Pan jak trafić
do posągów Pallagiu ? - zapytała z nadzieją po angielsku.
- Podobno to gdzieś obok ale razem z mężem od ponad
godziny nie możemy tam trafić...
Przekonany, że łatwo mogę Jej pomóc
otworzyłem przewodnik i szczegółową mapę południowej
Korsyki. - Zgodnie z opisem menhiry muszą być gdzieś
za tą bramą - wyjaśniłem. Ale kobieta tylko zerknęła
na mają książkę i zrezygnowana oświadczyła - Pan ma
ten sam "Praktyczny Przewodnik Pascala" co my, tylko
w innej wersji językowej. To znaczy, że teraz razem
będziemy błądzić !
Jeszcze raz zerknąłem do instrukcji.
"Jedź drogą D48 na południe. Wypatruj polany z prawej
strony po przejechaniu 3 km od skrzyżowania z drogą
do Cauri. Należy przejechać przez bramę bez oznakowania
i zmierzać prosto aż do menhirów" - tak napisano w
przewodniku. I brama rzeczywiście była. Zamknięta
na grubą kłódkę prowadziła na zaorane pole. Z przodu
miała przyczepioną deseczką na której ręcznie czerwoną
farbą namalowano po niemiecku: "Tu NIE MA żadnych
menhirów".
Położone niedaleko siebie, liczne posągi
zgromadzone w grupy zwane Palaggiu, Stantari i Renaggiu
od wielu lat przyciągają poszukiwaczy tajemnic sprzed
tysięcy lat. Do dziś nie wyjaśniono ostatecznie po
co zostały zbudowane. Na dodatek stoją w miejscu,
które samym swoim wyglądem stwarza nastrój grozy i
niepokoju. Daleko od siedzib ludzkich, blisko niebezpiecznego
i urwistego wybrzeża pełnego małych zatoczek oraz
podwodnych jaskiń. Najważniejszy jest jednak kształt
menhirów. Kto podziwiał podobne kamienne figury w
Bretanii lub Irlandii po przyjeździe na Korsykę będzie
zaskoczony. Tutejsze menhiry mają bowiem coś niepowtarzalnego,
coś co stwarza, że obserwując je myślimy od razu o
słynnych posągach z położonej tysiące kilometrów dalej
Wyspy Wielkanocnej. Ważące nawet do 3 ton menhiry
na Korsyce mają ludzkie twarze!
Szwajcarka stała zmartwiona. Ślady
kół wskazywały, że pod bramą z deseczką zawracało
w minionych dniach sporo samochodów. - Przed Panem
byli tu dziś turyści z Niemiec - zaczęła opowiadać.
- Sprawdzili wszystkie okoliczne pola w promieniu
kilometra w każdą stronę od bramy. Nic nie znaleźli.
I oczywiście też mieli ten sam przewodnik. Zwykle
informując o Korsyce przewodniki piszą tylko o wspaniałych
plażach. Kto szuka czegoś więcej kupuje więc słynącego
z drobiazgowych danych "Pascala". Niestety w tym przypadku
zawód jest ogromny. Najwyraźniej zrobiony w oryginalnym
angielskim wydaniu błąd został bezkrytycznie przetłumaczony
na różne języki. Również na polski i niemiecki. Najgorsze,
że w tak odludnym miejscu jak Cauria po prostu nie
ma kogo spytać o drogę.
- Jedziemy dalej - oświadczyli mi zrezygnowani
Szwajcarzy. - Może chociaż inne dane będą się zgadzać
- dodali z nadzieją. Z duszą na ramieniu, aby mieć
pewność, że wszystko sprawdziłem, pokonałem bramę
z napisem. Ale prawie godzinna wędrówka po prywatnym
polu i okolicznych wzgórzach też nie dała żadnych
rezultatów. Oczywiście nie licząc ubłoconych nóg.
Dużo prostsze okazało się odnalezienie
posągów Stantari i Renaggiu. Choć i w tym przypadku
droga jest inna niż w przewodnikowych opisach. Na
dodatek drogowskaz przy szosie ma tak zniszczony napis,
że być może za kilkanaście miesięcy będzie już zupełnie
nieczytelny. Warto jednak szukać bo kilkanaście stojących
posągów Stantari robi olbrzymie wrażenie. Prawie wszystkie
mają około 2 metrów wysokości. Ustawione są blisko
siebie dokładnie tak jak oddział prezentujących broń
starożytnych wojowników. Liczą kilka tysięcy lat (podobno
powstały ok. 1800 r p.n.e.) lecz mimo upływu czasu
wszędzie doskonale widać rysy twarzy i wykutą w kamieniu
broń. Dwa posągi mają dodatkowo wyryte otwory w głowach.
Po co ? Zgodnie z badaniami naukowców umieszczano
tam kiedyś drewniane rogi, dokładnie tak jak u wikingów.
Tuż obok Alignement de Stantari podziwiać
można Dolmen de Fontanaccia. Choć Korsykańczycy przypisują
mu magiczne znaczenie i nazywają Diabelską Kuźnią,
jest to typowa, bardzo dobrze zachowana kamienna komora
grobowa, podobna do tych jakie spotkać można na północy
Francji. Zaledwie po kilku minutach marszu od dolmenu
docieramy do następnego ciągu kamiennych posągów.
Alignement de Renaggiu składa się z kilkudziesięciu
menhirów. Są jednak w dużo gorszym stanie niż te z
Stantari. Część leży wywróconych na ziemi. Nie można
dostrzec twarzy ani wyrytych elementów uzbrojenia.
Renaggiu, Stantari i Fontanaccia położone są tak,
że z jednego miejsca widać pozostałe.
Poważnym problemem przy zwiedzaniu są
jednak... zwierzęta. Wygląda na to, że Korsykańczykom
nie zależy na reklamie. Brak mapek, jedyny zniszczony
drogowskaz i liczne ogrodzenia przeszkadzające w wędrówce.
Skąd ogrodzenia ? Ponieważ menhiry stoją dziś na prywatnych
polach rolników wypasających obok swoje zwierzęta.
Pół biedy jeżeli są to krowy. Czasami spotkać można
konie, wyraźnie zaniepokojone przechodzącymi obok
turystami. Pamiętać trzeba, że w czasie wędrówki po
ogrodzonych polach nie używa się furtek, lecz specjalnych
przejść w kształcie schodko-drabinek po obu stronach
płotu.
Ja chyba miałem mniej szczęścia bo w
moim przypadku, obok Renaggiu stał wielki, groźnie
wyglądający byk. I właśnie bardziej on, niż nadciągający
przelotny deszcz sprawił, że szybko pojechałem dalej.
Po kilku kilometrach zobaczyłem na poboczu znajomy
samochód Szwajcarów. - Już wiemy gdzie jest Pallagiu
- poinformowała mnie kobieta. - Właśnie stamtąd wracamy.
Można podjechać boczną gruntową drogą, ale jest w
tak fatalnym stanie, że lepiej zostawić pojazd przy
szosie niż ryzykować, iż zawiśnie na kamieniach. Idzie
się dwadzieścia minut w jedną stronę.
Alignement de Pallagiu to największe
na Korsyce i w całym basenie Morza Śródziemnego skupisko
menhirów. W kilku rzędach stoi dokładnie 258 kamiennych
słupów. Zaledwie trzy z nich mają wyryte oczy, nosy,
usta oraz zarysy trzymanej w dłoniach broni. Mimo
obaw, jak na tak dużej przestrzeni trafić właśnie
na trzy najważniejsze menhiry, zadanie zaskakująco
okazuje się dość łatwe. Statuy są obok siebie i na
dodatek w pierwszym rzędzie.
Naukowcy zwracają uwagę na kilka faktów.
Po pierwsze wiele kamiennych posągów stoi w liniach
tak, że ich twarze zwrócone są z północy na południe.
Po drugie ustawiono je dość blisko morza, prawie równolegle
do (niewidocznego) brzegu. Jedna z hipotez mówi, że
menhiry miały - jak uzbrojeni po zęby wojownicy -
odstraszać najeźdźców. Inna, że powodem ich powstania
była religia i kult słońca.
Prawdziwych badaczy tajemnic przyciąga
na południu Korsyki jeszcze jedna megalityczna atrakcja.
To Filitosa. Od menhirów w Caurii dzieli Filitosę
niecała godzina drogi. Problemem może być to, że po
bardzo krętych i wąskich drogach jeździ się wolno.
Kto zaś nie ma samochodu zdany jest na rower lub wycieczkę
autobusową, najlepiej z Propriano (tylko w czasie
lata, trwa kilka godzin). Normalnej komunikacji w
tym miejscu Korsyki po prostu nie ma. Filitosa jest
ogrodzona. Za wstęp trzeba zapłacić. Bilet uprawnia
do zwiedzenia megalitycznych budowli i małego, lecz
ciekawego muzeum.
Choć historia Filitosy liczy sobie imponujące
8000 lat, miejsce odkryto dla współczesnych przypadkiem
dopiero w 1946 roku. Zaraz po wojnie jeden z rolników
natknął się na leżące na ziemi u stóp wzgórza tajemnicze
posągi z twarzami. Kamienne figury-menhiry ustawiono
w dolince obok małej rzeczki i nadano im numery. Niektóre
przetransportowano i dziś można podziwiać je u wejścia
do muzeum. Posąg Filitosa V to według znawców "najlepiej
uzbrojony korsykański menhir". Oprócz imponującego
miecza ma jeszcze mniejszy nóż. Kiedy obejdziemy go
dookoła, z tyłu zobaczyć można wyryte w kamieniu kości
i ramiona. Figury Filitosa VI i Filitosa IX mają kanciaste
nosy i wyraźne podbródki.
Groźne wrażenie robi ustawiona wewnątrz
muzeum, statua zwana Scalsa Murta. Tu do jednego z
otworów wyrytych w głowie włożono, jak za dawnych
czasów, drewniany róg. Do całej kolekcji kilkunastu
menhirów-postaci nie pasuje tylko Filitosa III. Wzbudza
jednak wielkie zainteresowanie turystów, zaś prawie
wszystkie panie robią sobie obok Filitosy III pamiątkowe
zdjęcie. Dlaczego ? Ponieważ Filitosa III to według
przypuszczeń opieranych na obecnym wyglądzie, dwumetrowy,
kamienny falliczny symbol w kształcie... olbrzymiego
męskiego członka sprzed tysięcy lat. Oprócz posągów
w okolicy zobaczyć można resztki innych budowli. Coś
w rodzaju położonej na wzgórzu świątyni albo warowni,
w której rzeźbiarze menhirów kryli się w czasie licznych
najazdów.
Naukowcy twierdzą, że właśnie podczas
wojen wiele figur zostało bezpowrotnie zniszczonych.
Niektóre z menhirów rozbito celowo aby zbudować kamienne
wieże podobne do tych, które pokrywają niedaleką włoską
Sardynię. W sumie na Korsyce stoją dziś dokładnie
73 rzadkie kamienne figury z wyrytymi twarzami, ramionami
lub bronią. Do tego doliczyć trzeba setki "zwykłych"
menhirów położonych zwykle tuż obok. Fascynująca,
tajemnicza kolekcja zgromadzona na bardzo małym obszarze.
Trzeba tylko pamiętać, że odnalezienie niektórych
figur sprawia kłopoty. Ale może na tym również polega
ich wyjątkowy urok?
Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 35, piątek 11.02.2000.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"
|