tajemnice, sekrety, zagadki... zobacz co jest dalej!
magiczne miejsca - strona Romana Czejarka - www.czejarek.pl

 


Polecam niezwykłą książkę-przewodnik "Polska według Czejarka" - zobacz video TVP1>>
Najtaniej w internecie, najszybciej w sieci EMPiK - jak nie ma, trzeba prosić - to sprowadzą.

Tu jest film video z naszej wyprawy na dno najgłębszego na świecie Kanionu Colca w Peru.



 

White Horse czyli... śladami białych koni.
Południowa Anglia

 

Zamki

W Warszawie kupisz książkę w salonie EMPiK w Domach Centrum
książka "Zamki na starych pocztówkach" - najlepsze oferty on line:

www.piatek13.com.pl - KLIKNIJ! (33,00 pln)


Aby sprostać wymaganiom gości Carol Mussell często wstaje już o 6.00 rano. Gdy turyści smacznie śpią w pokojach na piętrze ona krząta się w kuchni. Słynne angielskie śniadanie podaje zawsze w dużej oszklonej jadalni na parterze. Jak w przewodniku - sadzone jajko, pomidor z grilla, fasolka w słodkim sosie, mała kiełbaska i tosty. Porcje są bardzo obfite ale Carol wie, że lepiej zrobić za wiele niż narazić się na zarzut, że oszczędza na posiłkach.

Hillside Farm - B&B - dom Carol Mussell. Południowa Anglia.

Konkurencja jest duża i trzeba się starać. O otwarciu przydrożnego rodzinnego hoteliku B&B czyli Bed and Breakfast (łóżko i śniadanie) Carol zdecydowała razem z mężem już wiele lat temu. Od kiedy dzieci wyjechały na studia pokoje na górze stały puste. Wystarczyło trochę odnowić ściany, wstawić mały telewizor oraz ekspres do kawy i hotelik był gotowy. Zaletą Hillside Farm - i o tym Carol wiedziała bardzo dobrze - jest położenie. Zaledwie kilkanaście mil od słynnych megalitycznych kręgów Stonehenge i Avebury, ale przede wszystkim tuż obok szlaku Białego Konia. No i ta cena. Kiedy w normalnym hotelu za dwójkę bez śniadania trzeba zapłacić około czterdziestu funtów, B&B u Carol i jej męża kosztuje tylko piętnaście na dobę. I nawet po latach, kiedy w okolicy zaroiło się od hotelików B&B, Hillside Farm w Edington ma swoją renomę i stałych klientów.

- Białe konie przyciągają różnych ludzi - opowiada Carol. - Pamiętam zabawną starszą parę. Przyjechali w okresie kiedy padał deszcz. Tak się śpieszyli na wycieczkę, że zostawili wszystkie mapy i dokumenty. Ale z Polski to jeszcze u mnie nikogo nie było... Mówiąc szczerze deszcz pada tutaj często. Okoliczne wzgórza pokryte są soczystą, zieloną trawą nad którą po deszczu unoszą się obłoki pary. Wyruszając na poszukiwanie Białych Koni trzeba więc pamiętać o dobrych nieprzemakalnych butach, pelerynie albo parasolu i szczegółowej mapie.

Tour Of The Six Wiltshire Horses. Południowa Anglia.

To dziwne ale Białych Koni nie ma w większości popularnych przewodników dostępnych w Europie. Jeżeli już to wspomina się tylko o jednym. Biały Koń koło Zamku Uffington (Uffington White Horse) wyrzeźbiony jest na wysokim wzgórzu. Jego śnieżnobiała biel odcina się wyraźnie od okolicznej zieleni. Ma imponujące rozmiary (112m) porównywalne z boiskiem piłkarskim. Co ciekawe oglądany z daleka przypomina bardziej stworzony śmiałymi pociągnięciami rysunek współczesnego artysty niż coś co powstało tysiące lat temu. Jakby szykował się do nagłego skoku przed którym nabiera rozpędu i lekko ugina nogi.

Mimo badań nikt nie wie dokładnie kiedy i kto stworzył najbardziej znanego Białego Konia. Oczywiście Anglicy mają swoje legendy. Pierwsza z nich mówi, że Uffington White Horse został wyryty w porośniętym trawą kredowym wzgórzu w czasach Hengista Saskiego przywódcy, znanego z tego, iż zawsze poruszał się tylko na białych wierzchowcach.

Druga historia opowiada o koniu wyciętym dla upamiętnienia zwycięstwa króla Alfreda nad Duńczykami w 871 roku. Jest też legenda wiążąca konia ze... smokiem świętego Jerzego! Podobno na pobliskim wzgórzu (Dragon Hill) święty Jerzy zabił smoka zaś widoczne zagłębienie w kształcie rynny to kanał, którym spływała krew śmiertelnie rannego potwora. Jakby jednak nie patrzyć koń z Uffington smoka nie przypomina, chyba, że angielski smok wygląda zupełnie inaczej niż to co znamy z własnego podwawelskiego podwórka. Pewne jest jedno. Pisane wzmianki o Uffington White Horse spotykane są w różnych dokumentach od ponad 900 lat.

Tour Of The Six Wiltshire Horses. Południowa Anglia.

Dokładne badania wykonane przez brytyjskich archeologów datują wyrycie Białego Konia na drugie tysiąclecie przed naszą erą. Gdzieś pod koniec epoki brązu i na początku epoki żelaza. Pośrednio świadczą o tym również znalezione w pobliżu stare monety. Dlaczego jednak kilka tysięcy lat temu ktoś zadał sobie tyle trudu aby wyryć gigantyczny jak na tamte czasy rysunek? Co skłoniło ludzi do usunięcia ziemi na głębokość kilkudziesięciu centymetrów i wypełnienia jej śnieżnobiałą kredą przyniesioną być może nawet z innego miejsca? Czy w ten sposób chciano zbudować nietypowy drogowskaz widoczny z odległości wielu mil czy może obiekt tajemniczego kultu?

A może Biały Koń miał chronić mieszkańców wzgórza? Wreszcie jak kierowano pracami kiedy prawdziwe kształty konia i jego proporcje można podziwiać albo tylko ze sporej odległości albo z lotu ptaka? Te pytania do dziś nie mają jednoznacznej odpowiedzi.

Ostatnie kilkaset metrów do Uffington White Horse trzeba przebyć na piechotę. Prawie zawsze wilgotna trawa rośnie na wysokość kilkunastu centymetrów. Kto wybrał się na wyprawę w lekkim obuwiu już po minucie ma nogi utaplane po kostki w lepkim błocie. Praktyczni farmerzy nie przejmują się turystami i na zielonej łące wypasają swoje owieczki. Obok parkingu rozstawiono tablice z prośbą o niedotykanie zwierząt, zwłaszcza młodych. Napisy ostrzegają, że mała owieczka pogłaskana przez człowieka może być odrzucona przez swoją naturalną matkę. Z bliska Biały Koń robi zupełnie inne wrażenie.

Tour Of The Six Wiltshire Horses. Południowa Anglia.

Nie widzimy już całych konturów. Tracimy z oczu kształty. Ot po prostu nagle pod nogami urywa się soczysta zieleń i zaczyna biała, popękana skała. Trawa zresztą bezlitośnie wciska się w każdą szczelinę i stanowi dla Uffington White Horse poważne zagrożenie. Pierwszy raz Białego Konia ratowano od porastającej go zieleni w 1857 roku. Im szybciej jednak wyrywano trawę tym prędzej pojawiała się ona ponownie. W efekcie miejscowa ludność raz po razie zmuszona była oczyszczać kredową postać. Wraz z upływem czasu ustalił się niepisany zwyczaj robienia tego uroczyście i dokładnie co 7 lat.

Dlaczego akurat co siedem? Odpowiedź na to pytanie jest równie tajemnicza i niejasna jak przeszłość i przeznaczenie Białego Konia. Współcześnie akcji oczyszczania towarzyszą ludowe zabawy i jarmarki. Jeżeli dysponujemy samochodem lub rowerem (uwaga: autobusy kursują tu rzadko, a na autostop nie można za bardzo liczyć) to już po kilkunastu minutach możemy odnaleźć kolejnego Białego Konia.

Westbury/Bratton White Horse leży bardziej na południe. Choć teoretycznie liczy sobie co najmniej kilkaset lat, to jednak wygląda zupełnie inaczej niż Uffington White Horse. Zamiast pędzącej postaci mamy szerokiego na kilkadziesiąt metrów konia o klasycznej wyprostowanej sylwetce. Westbury/Bratton White Horse spokojnie stoi jakby przyglądając się samochodom jadącym drogą u jego podnóża. Wyraźne różnice w kształcie rytów obu koni oczywiście zainteresowały również badaczy. I jak to często bywa wyjaśnienie zagadki okazało się bardzo prozaiczne.

Tour Of The Six Wiltshire Horses. Południowa Anglia.

Zgodnie z odnalezionymi dokumentami na początku osiemnastego wieku Białym Koniem w Westbury zainteresował się Lord Abingdon, właściciel okolicznej ziemi. Najwyraźniej magiczny wygląd wierzchowca wydał mu się daleki od ideału bo już niedługo do pracy przystąpił jego służący, niejaki Mr Gee. Zaopatrzony w stosowne narzędzia "poprawił" wizerunek konia niszcząc bezpowrotnie dzieło sprzed lat. W efekcie w 1778 roku na wzgórzu pojawił się nowy koń odpowiadający wymaganiom epoki oraz Lorda Abingdona. Dziś doskonale widoczny z daleka i świetnie położony na wzgórzu o silnym nachyleniu stoku Westbury/Bratton White Horse jest turystyczną atrakcją okolicy. Ale niestety daleko mu do Białego Konia z Uffington.

Przykład Lorda Abingdona musiał być zaraźliwy. Biały Koń w Marlborough został wycięty w 1804 roku przez uczniów miejscowej szkoły. Biały Koń w Hackpen powstał w 1838 roku dla upamiętnienia dokonanej kilkanaście miesięcy wcześniej koronacji Królowej Victorii. Trochę starszy jest Cherhill White Horse, o którym wiemy, że powstał w 1780 roku a jego budową kierowano z pobliskiej drogi wykrzykując wskazówki przez tubę.

Najbardziej popularna trasa śladami białych koni - tzw. Tour Of The Six Wiltshire Horses - liczy sobie w sumie około 70 mil czyli trochę ponad 100 km. Wiele rytów jest dobrze ukrytych. Mimo swoich potężnych rozmiarów ich odnalezienie, bez wskazówek, może przysporzyć kłopotów. Warto wiec spytać o drogę miejscowych albo zasięgnąć informacji u przewodników czekających na turystów przy megalitycznych kręgach Stonehenge i Avebury. Do niektórych Białych Koni można podejść bez żadnych problemów, pamiętając jedynie o niezbędnej ostrożności na stromych i śliskich stokach. Inne, otoczone specjalnym płotem, leżą na prywatnych polach i są widoczne tylko z daleka.

Szukając nie tylko końskich rytów, bardziej na południe, w Cerne Abbas koło Dorchester odnaleźć można magiczny wizerunek kilkudziesięciometrowej postaci z maczugą i olbrzymim fallusem. Według jednych to groźny wojownik. Według innych postać symbolizująca płodność. Jeszcze jedna postać tzw. Długi Człowiek z Wilmington wyryta jest dużo bardziej na wschód, koło Eastbourne nad kanałem La Manche. Ci, którzy obejrzeli wszystkie kredowe wizerunki, nie mają jednak wątpliwości. Największe wrażenie robi magiczny Uffington White Horse. Nawet kiedy ogląda się go w lejącym deszczu.

 

Rzeczpospolita on line

Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 282, piątek 03.12.1999.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"

 
 

 

Wszystkie fotografie i teksty Romana Czejarka. Copyright 1996-2011
kontakt@romanczejarek.pl
Kopiowanie (internet, druk, plakaty, ulotki itp.) bez pisemnej zgody autora zabronione.
Optymalizowane pod IE 6.0 / N 4.78. Minimalne parametry ekranu: 800 x 600, true color, kodowanie ISO-8859-2