|
White Horse czyli...
śladami białych koni.
Południowa Anglia

W Warszawie kupisz książkę
w salonie EMPiK w Domach Centrum
książka "Zamki na starych pocztówkach" -
najlepsze oferty on line:
| www.piatek13.com.pl |
-
(33,00 pln) |
Aby sprostać wymaganiom gości Carol
Mussell często wstaje już o 6.00 rano. Gdy turyści
smacznie śpią w pokojach na piętrze ona krząta się
w kuchni. Słynne angielskie śniadanie podaje zawsze
w dużej oszklonej jadalni na parterze. Jak w przewodniku
- sadzone jajko, pomidor z grilla, fasolka w słodkim
sosie, mała kiełbaska i tosty. Porcje są bardzo obfite
ale Carol wie, że lepiej zrobić za wiele niż narazić
się na zarzut, że oszczędza na posiłkach.
Konkurencja jest duża i trzeba się starać.
O otwarciu przydrożnego rodzinnego hoteliku B&B czyli
Bed and Breakfast (łóżko i śniadanie) Carol zdecydowała
razem z mężem już wiele lat temu. Od kiedy dzieci
wyjechały na studia pokoje na górze stały puste. Wystarczyło
trochę odnowić ściany, wstawić mały telewizor oraz
ekspres do kawy i hotelik był gotowy. Zaletą Hillside
Farm - i o tym Carol wiedziała bardzo dobrze - jest
położenie. Zaledwie kilkanaście mil od słynnych megalitycznych
kręgów Stonehenge i Avebury, ale przede wszystkim
tuż obok szlaku Białego Konia. No i ta cena. Kiedy
w normalnym hotelu za dwójkę bez śniadania trzeba
zapłacić około czterdziestu funtów, B&B u Carol i
jej męża kosztuje tylko piętnaście na dobę. I nawet
po latach, kiedy w okolicy zaroiło się od hotelików
B&B, Hillside Farm w Edington ma swoją renomę i stałych
klientów.
- Białe konie przyciągają różnych ludzi
- opowiada Carol. - Pamiętam zabawną starszą parę.
Przyjechali w okresie kiedy padał deszcz. Tak się
śpieszyli na wycieczkę, że zostawili wszystkie mapy
i dokumenty. Ale z Polski to jeszcze u mnie nikogo
nie było... Mówiąc szczerze deszcz pada tutaj często.
Okoliczne wzgórza pokryte są soczystą, zieloną trawą
nad którą po deszczu unoszą się obłoki pary. Wyruszając
na poszukiwanie Białych Koni trzeba więc pamiętać
o dobrych nieprzemakalnych butach, pelerynie albo
parasolu i szczegółowej mapie.
To dziwne ale Białych Koni nie ma w
większości popularnych przewodników dostępnych w Europie.
Jeżeli już to wspomina się tylko o jednym. Biały Koń
koło Zamku Uffington (Uffington White Horse) wyrzeźbiony
jest na wysokim wzgórzu. Jego śnieżnobiała biel odcina
się wyraźnie od okolicznej zieleni. Ma imponujące
rozmiary (112m) porównywalne z boiskiem piłkarskim.
Co ciekawe oglądany z daleka przypomina bardziej stworzony
śmiałymi pociągnięciami rysunek współczesnego artysty
niż coś co powstało tysiące lat temu. Jakby szykował
się do nagłego skoku przed którym nabiera rozpędu
i lekko ugina nogi.
Mimo badań nikt nie wie dokładnie kiedy
i kto stworzył najbardziej znanego Białego Konia.
Oczywiście Anglicy mają swoje legendy. Pierwsza z
nich mówi, że Uffington White Horse został wyryty
w porośniętym trawą kredowym wzgórzu w czasach Hengista
Saskiego przywódcy, znanego z tego, iż zawsze poruszał
się tylko na białych wierzchowcach.
Druga historia opowiada o koniu wyciętym
dla upamiętnienia zwycięstwa króla Alfreda nad Duńczykami
w 871 roku. Jest też legenda wiążąca konia ze... smokiem
świętego Jerzego! Podobno na pobliskim wzgórzu (Dragon
Hill) święty Jerzy zabił smoka zaś widoczne zagłębienie
w kształcie rynny to kanał, którym spływała krew śmiertelnie
rannego potwora. Jakby jednak nie patrzyć koń z Uffington
smoka nie przypomina, chyba, że angielski smok wygląda
zupełnie inaczej niż to co znamy z własnego podwawelskiego
podwórka. Pewne jest jedno. Pisane wzmianki o Uffington
White Horse spotykane są w różnych dokumentach od
ponad 900 lat.
Dokładne badania wykonane przez brytyjskich
archeologów datują wyrycie Białego Konia na drugie
tysiąclecie przed naszą erą. Gdzieś pod koniec epoki
brązu i na początku epoki żelaza. Pośrednio świadczą
o tym również znalezione w pobliżu stare monety. Dlaczego
jednak kilka tysięcy lat temu ktoś zadał sobie tyle
trudu aby wyryć gigantyczny jak na tamte czasy rysunek?
Co skłoniło ludzi do usunięcia ziemi na głębokość
kilkudziesięciu centymetrów i wypełnienia jej śnieżnobiałą
kredą przyniesioną być może nawet z innego miejsca?
Czy w ten sposób chciano zbudować nietypowy drogowskaz
widoczny z odległości wielu mil czy może obiekt tajemniczego
kultu?
A może Biały Koń miał chronić mieszkańców
wzgórza? Wreszcie jak kierowano pracami kiedy prawdziwe
kształty konia i jego proporcje można podziwiać albo
tylko ze sporej odległości albo z lotu ptaka? Te pytania
do dziś nie mają jednoznacznej odpowiedzi.
Ostatnie kilkaset metrów do Uffington
White Horse trzeba przebyć na piechotę. Prawie zawsze
wilgotna trawa rośnie na wysokość kilkunastu centymetrów.
Kto wybrał się na wyprawę w lekkim obuwiu już po minucie
ma nogi utaplane po kostki w lepkim błocie. Praktyczni
farmerzy nie przejmują się turystami i na zielonej
łące wypasają swoje owieczki. Obok parkingu rozstawiono
tablice z prośbą o niedotykanie zwierząt, zwłaszcza
młodych. Napisy ostrzegają, że mała owieczka pogłaskana
przez człowieka może być odrzucona przez swoją naturalną
matkę. Z bliska Biały Koń robi zupełnie inne wrażenie.
Nie widzimy już całych konturów. Tracimy
z oczu kształty. Ot po prostu nagle pod nogami urywa
się soczysta zieleń i zaczyna biała, popękana skała.
Trawa zresztą bezlitośnie wciska się w każdą szczelinę
i stanowi dla Uffington White Horse poważne zagrożenie.
Pierwszy raz Białego Konia ratowano od porastającej
go zieleni w 1857 roku. Im szybciej jednak wyrywano
trawę tym prędzej pojawiała się ona ponownie. W efekcie
miejscowa ludność raz po razie zmuszona była oczyszczać
kredową postać. Wraz z upływem czasu ustalił się niepisany
zwyczaj robienia tego uroczyście i dokładnie co 7
lat.
Dlaczego akurat co siedem? Odpowiedź
na to pytanie jest równie tajemnicza i niejasna jak
przeszłość i przeznaczenie Białego Konia. Współcześnie
akcji oczyszczania towarzyszą ludowe zabawy i jarmarki.
Jeżeli dysponujemy samochodem lub rowerem (uwaga:
autobusy kursują tu rzadko, a na autostop nie można
za bardzo liczyć) to już po kilkunastu minutach możemy
odnaleźć kolejnego Białego Konia.
Westbury/Bratton White Horse leży bardziej
na południe. Choć teoretycznie liczy sobie co najmniej
kilkaset lat, to jednak wygląda zupełnie inaczej niż
Uffington White Horse. Zamiast pędzącej postaci mamy
szerokiego na kilkadziesiąt metrów konia o klasycznej
wyprostowanej sylwetce. Westbury/Bratton White Horse
spokojnie stoi jakby przyglądając się samochodom jadącym
drogą u jego podnóża. Wyraźne różnice w kształcie
rytów obu koni oczywiście zainteresowały również badaczy.
I jak to często bywa wyjaśnienie zagadki okazało się
bardzo prozaiczne.
Zgodnie z odnalezionymi dokumentami
na początku osiemnastego wieku Białym Koniem w Westbury
zainteresował się Lord Abingdon, właściciel okolicznej
ziemi. Najwyraźniej magiczny wygląd wierzchowca wydał
mu się daleki od ideału bo już niedługo do pracy przystąpił
jego służący, niejaki Mr Gee. Zaopatrzony w stosowne
narzędzia "poprawił" wizerunek konia niszcząc bezpowrotnie
dzieło sprzed lat. W efekcie w 1778 roku na wzgórzu
pojawił się nowy koń odpowiadający wymaganiom epoki
oraz Lorda Abingdona. Dziś doskonale widoczny z daleka
i świetnie położony na wzgórzu o silnym nachyleniu
stoku Westbury/Bratton White Horse jest turystyczną
atrakcją okolicy. Ale niestety daleko mu do Białego
Konia z Uffington.
Przykład Lorda Abingdona musiał być
zaraźliwy. Biały Koń w Marlborough został wycięty
w 1804 roku przez uczniów miejscowej szkoły. Biały
Koń w Hackpen powstał w 1838 roku dla upamiętnienia
dokonanej kilkanaście miesięcy wcześniej koronacji
Królowej Victorii. Trochę starszy jest Cherhill White
Horse, o którym wiemy, że powstał w 1780 roku a jego
budową kierowano z pobliskiej drogi wykrzykując wskazówki
przez tubę.
Najbardziej popularna trasa śladami
białych koni - tzw. Tour Of The Six Wiltshire Horses
- liczy sobie w sumie około 70 mil czyli trochę ponad
100 km. Wiele rytów jest dobrze ukrytych. Mimo swoich
potężnych rozmiarów ich odnalezienie, bez wskazówek,
może przysporzyć kłopotów. Warto wiec spytać o drogę
miejscowych albo zasięgnąć informacji u przewodników
czekających na turystów przy megalitycznych kręgach
Stonehenge i Avebury. Do niektórych Białych Koni można
podejść bez żadnych problemów, pamiętając jedynie
o niezbędnej ostrożności na stromych i śliskich stokach.
Inne, otoczone specjalnym płotem, leżą na prywatnych
polach i są widoczne tylko z daleka.
Szukając nie tylko końskich rytów, bardziej
na południe, w Cerne Abbas koło Dorchester odnaleźć
można magiczny wizerunek kilkudziesięciometrowej postaci
z maczugą i olbrzymim fallusem. Według jednych to
groźny wojownik. Według innych postać symbolizująca
płodność. Jeszcze jedna postać tzw. Długi Człowiek
z Wilmington wyryta jest dużo bardziej na wschód,
koło Eastbourne nad kanałem La Manche. Ci, którzy
obejrzeli wszystkie kredowe wizerunki, nie mają jednak
wątpliwości. Największe wrażenie robi magiczny Uffington
White Horse. Nawet kiedy ogląda się go w lejącym deszczu.
Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 282, piątek 03.12.1999.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"
|