tajemnice, sekrety, zagadki... zobacz co jest dalej!
magiczne miejsca - strona Romana Czejarka - www.czejarek.pl

 


Polecam niezwykłą książkę-przewodnik "Polska według Czejarka" - zobacz video TVP1>>
Najtaniej w internecie, najszybciej w sieci EMPiK - jak nie ma, trzeba prosić - to sprowadzą.

Tu jest film video z naszej wyprawy na dno najgłębszego na świecie Kanionu Colca w Peru.



 

Parco dei Mostri w Bomarzo
centralne Włochy

 

Zamki

W Warszawie kupisz książkę w salonie EMPiK w Domach Centrum
książka "Zamki na starych pocztówkach" - najlepsze oferty on line:

www.piatek13.com.pl - KLIKNIJ! (33,00 pln)


- Jeżeli chcą Państwo zwiedzać ogród razem z dziećmi to proszę się najpierw dobrze zastanowić! To miejsce raczej wyłącznie dla dorosłych... - Dokładnie tak ostrzegają turystów stojący u wejścia do parku przewodnicy.

Ale po uśmiechu na ich twarzach trudno jednoznacznie odczytać czy mówią całkiem poważnie, czy też tylko żartują. Włoskie małżeństwo z małą córeczką kręci się niezdecydowane. W holu budynku z kasami i bufetem ustawiono kilka maszyn do gry. Młody chłopak zdobywa kolejne punkty naciskając guziki w migającym światłami oraz grającym skoczne melodyjki automacie. Tylko czy to jest miejsce gdzie bez obaw można na czas spaceru po parku zostawić kilkuletnią dziewczynkę?

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

Już sam dojazd do parku robi dziwne wrażenie. Najpierw zjazd "Attigliano" ze słynnej Autostrady Słońca (A1) łączącej Florencję i Rzym. Pędzące po wielopasmowej drodze eleganckie samochody bardzo różnią się od tego co widać już kilkaset metrów obok. Okolica jest biedna, zaniedbana i zwyczajnie brudna. Przy poboczu odrapany drogowskaz z napisem "Bomarzo". Wąska droga łagodnymi łukami pnie się pod górę. Trzeba jechać ostrożnie. Troszkę dalej wokół trasy rosną gęste krzaki zasłaniające widok na zakrętach. A w tej części Włoch bardzo często spotkać można pędzące środkiem drogi w naszym kierunku, trzykołowe, poobijane Piaggio ze skrzynkami pełnymi winogron, oliwek lub pomidorów.

Wreszcie rozwidlenie. Droga w lewo to wjazd do zaniedbanego miasteczka położonego na szczycie wzniesienia. Jadąc w prawo znajdziemy się na trasie do ogrodu strachów. Popękany asfalt kończy się kilkaset metrów dalej. Niespodziewanie droga dość gwałtownie opada w kierunku ukrytej w zieleni potężnych drzew doliny. Dobrze, że nie pada, bo w gruntowym podłożu wyżłobione są kanały, które najwyraźniej podczas deszczu zamieniają się w rwące potoki. Jeszcze trzy minuty wolnej jazdy i kolejne zaskoczenie.

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

Przed wejściem do ogrodu wielki, utwardzony parking przygotowany do przyjęcia co najmniej kilkunastu dużych turystycznych autobusów. Ale chociaż to środek lata, na placu jest prawie całkiem pusto. Owiana tajemnicą legenda Parco dei Mostri liczy sobie kilkaset lat. I nic dziwnego. W połowie XVI wieku renesansowe ogrody były ozdobą wielu rezydencji. Nikt jednak nie odważył się nigdy wybudować czegoś takiego! Złośliwi mówią nawet, że bardziej przypomina to wizję ze snu szaleńca niż jakikolwiek znany inny ogród.

Według przekazów Parco zbudowali tureccy więźniowie wzięci do niewoli w bitwie pod Lepanto. Garbaty i brzydki książe Vicino Orsini postanowił zadziwić współczesnych. A może chciał również zadrwić ze znanych mu artystów ? Legenda głosi, że pierwszą osobą, która odwiedziła to miejsce była żona księcia. Przyjechała aby zobaczyć wspaniały ogród. Ale jej przerażenie rosło z każdym krokiem. Mijała posągi mogące służyć za dekorację do horroru albo ziemskiej wizji piekła. Tam gdzie normalnie powinny rosnąć rzędy pięknych kwiatów trafiała na tajemnicze grobowce. Koszmarna twarz Orcusa zdawała się pożerać ją wzrokiem. Kiedy wreszcie zobaczyła zbudowaną pod kątem kilkunastu stopni, "przewracającą się" świątynię... zemdlała i podła na ziemię. Zanim wyniesiono ją z parku już nie żyła.

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

Inni twierdzą, że Orsini budował ogród, zwany Sacro Bosco - Święty Las, już po śmierci żony, aby w tak nietypowy sposób uczcić jej pamięć. Jednak według najbardziej wiarygodnych źródeł całość powstała w 1552 roku, żona księcia zmarła dwadzieścia lat później i dopiero wtedy w ogrodzie dobudowano specjalną świątynię. Vicino Orsini (pełne prawdziwe nazwisko to Pier Francesco Orsini) do zaprojektowania dziwacznego ogrodu wynajął Pirro Ligorio. Architekta bardzo w XVI wieku popularnego.

W wielu miejscach widoczne są wyraźne wpływy dzieł Etrusków, które zniszczone można spotkać w okolicy. Do Parco wchodzi się przez most i bramę przywodzącą na myśl średniowieczne zamki. Zaraz za nią, tuż przy drodze, na kamiennych postumentach stoją dwie dziwne figury przypominające kształtem lwy z kobiecymi głowami. Ale wzrok turystów błyskawicznie kieruje się na coś innego. Trochę z boku, pod drzewami, widać monstrualnej wielkości twarz dziwnego potwora. To Proteus-Glaucus. Potwór ma otwarte usta zaś parkowa alejka prowadzi tak, że zdaje się wchodzić prosto pod groźnie sterczące zęby. Według legendy Proteus to stwórca wody i ognia. Na jego głowie widać kulę ziemską z warownym, kamiennym zamkiem.

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

Pięćdziesiąt metrów dalej Orsini kazał wybudować przewrócony grobowiec. Wygląda tak jakby powaliło go potężne trzęsienie ziemi a to co można dostrzec na powierzchni było zaledwie małym fragmentem całej konstrukcji. Lecz to tylko złudzenie. Obok grobowca parkowa ścieżka prowadzi w głąb ciemnego wąwozu. Skrywa on jedno z najbardziej kontrowersyjnych dzieł w ogrodzie.

Pomiędzy drzewami ukryta jest stojąca kilkumetrowa, muskularna postać. Potężnymi rękami trzyma rozłożone na boki nogi od drugiej figury ułożonej w dość niewygodnej i nietypowej pozycji - głową w dół. Oficjalnie to "Walka gigantów". Herculesa symbolizującego dobro i Cacusa-diabła. Ale właśnie w tym miejscu przewodnicy uśmiechają się tajemniczo. Większość turystów ma bowiem jednoznaczne i zupełnie inne skojarzenia. - To nie jest żadna walka gigantów tylko po prostu scena z pornograficznego filmu - ocenia bez wahania włoskie małżeństwo chyba ciesząc się, że mała córeczka została jednak w samochodzie. Szkoda jedynie, że miejsce jest ocienione co utrudnia zrobienie pamiątkowego zdjęcia.

Być może aby zatrzeć szokujące wrażenie jakie wywiera "Walka gigantów" następna figura przypomina ilustrację do fantastycznej bajki. Zaledwie po kilku krokach wchodzimy na obszerny taras. Kiedyś można było zejść z niego jeszcze niżej. Ale czas naruszył i kamienne schody i sam pomnik, który nosi ślady prowizorycznych wzmocnień. Ten pomnik to wielki żółw o rozmiarach miejskiego autobusu oraz kobieta w powłóczystej szacie stojącą na jego skorupie.

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

- O kamiennego żółwia i kobietę starało się przez wiele lat muzeum w paryskim Luwrze. Oczywiście bezskutecznie - wyjaśnia przewodnik. Ślady łatania pęknięć powstałych w czasie minionych kilkuset lat widać również w innych miejscach parku. Prawie dwupiętrowa "Wielka waza" (zwana Centario) jest podparta z czterech stron stalowymi wzmocnieniami. Niektóre figury straciły już swoje ręce lub całe ramiona. "Przewracający" się dom, który rzekomo tak zdenerwował żonę księcia Orsini rzeczywiście zaskakuje swoją nietypową konstrukcją. Krzywe są nie tylko ściany, okna oraz drzwi ale również podłogi i schody wewnątrz. W budynku nie da się więc ustawić normalnie żadnych mebli ani sprzętów. Tak też niektórzy tłumaczą kaprys księcia.

- W tamtych czasach wizyty w ogrodach umilano sobie sjestą przy winie i łakociach - objaśniają Włosi. - Książe zbudował krzywy dom tak, że od strony głównego wejścia wygląda dość "normalnie". Być może chodziło o to aby przyjaciele Orsiniego zmęczeni wędrówką po ogrodzie udali się na odpoczynek. A tu po wejściu do środka czekała ich niemiła niespodzianka... Dziś biesiada w ogrodzie jest po prostu zabroniona, choć po krzywym budynku można poruszać się bez ograniczeń. Nikt jednak nie myśli o jedzeniu.

Turyści doskonale wiedzą, że kawałek dalej czekają ich największe, znane z widokówek, atrakcje ogrodu. Więc wszyscy przyśpieszają kroku. Kiedy miniemy "Neptuna", "Teatr", "Śpiącą nimfę" i "Ceresa" dochodzimy do centralnej części Parco dei Mostri. Właśnie tu, bardzo blisko siebie zbudowane są trzy najbardziej znane figury. Pierwsza z nich to trochę większy niż w naturze "Bojowy Słoń". Na jego grzbiecie umocowana jest pancerna wieża z miejscem dla wojownika. Właśnie takie słonie budziły postrach podczas dawnych rzymskich podbojów. Jeszcze bardziej atrakcyjny wygląd ma skrzydlaty "Smok".

Parco dei Mostri w Bomarzo. Centralne Włochy.

Książe Orsini zażyczył sobie aby baśniowy potwór w jego parku walczył równocześnie z trzema dzikimi bestiami - olbrzymim psem, lwem i wilkiem. Pies symbolizuje tutaj wiosnę, lew lato zaś wilk jesień. Być może "Smok" miał wyglądać groźnie i odstraszać zwiedzających. Osiągnięty efekt jest zupełnie inny. "Smok" budzi sympatię także za sprawą skrzydeł skopiowanych od... motyla! Prawdziwa atrakcja Parco dei Mostri to jednak słynny "Orc". Postać znana ze zdjęć na pocztówkach. Postać nasuwająca skojarzenia z Azją, Afryką i, o zgrozo, z satanistycznymi obrzędami.

"Orc" to skrót od "Orcusa" - jednego z tajemniczych władców podziemnego świata. Olbrzymia twarz wykrzywiona w grymasie bólu (?), krzyku (?) a może w geście mającym przestraszyć przeciwnika. Rzeźba ustawiona jest w ciemnym, ponurym miejscu. Spływająca z drzew na twarz "Orca" woda spowodowała, że kamień pokrył się przez lata śliskim, zielonkawym nalotem. Równie śliskie schody wiodą bezpośrednio do ust maszkary. Te usta są tak duże, iż bez kłopotu wchodzi się do środka. I zaskoczenie...

Kiedy po chwili nasz wzrok przyzwyczaja się do panującego tu półmroku odkrywamy całkiem sporą komnatę. Oczy "Orca" to teraz nasze okna wpuszczające światło do wnętrza. A promienie padają idealnie na kamienny stół-ołtarz ustawiony we wnętrzu idealnie pośrodku. Skojarzenie z tajemniczymi, nie zawsze legalnymi, obrzędami jest w takim momencie bardzo silne.

Na dokładne zwiedzenie całego Parco dei Mostri trzeba poświęcić minimum kilka godzin. Jednym z wielbicieli dzieła księcia Orsini był sam Salvador Dali, który nawet nakręcił tu film. Bardzo ciekawa jest najnowsza historia Sacro Bosco. Opuszczony przez dziesiątki lat ogród chylił się ku upadkowi. Po ostatniej wojnie wystawiono go na sprzedaż ale długo nikt nie chciał kupić praw własności do miejsca, z którym nie wiadomo było dokładnie co dalej zrobić. Wreszcie w 1954 roku zrujnowany park nabył Giovanni Bettini. Przez 30 lat, za własne pieniądze, bez pomocy Państwa włoskiego, ratował to co jeszcze można było odbudować i odtworzyć.

Dziś mówi się o wpisaniu Parco dei Mostri na listę obiektów chronionych UNESCO. Ale warto pamiętać, że niektórych szalonych pomników i figur nie udało się już zrekonstruować. Zagadkowe szczątki leżą w okolicach Bomarzo. I tylko wyobraźnia może podpowiedzieć nam co miał na myśli ich twórca - tajemniczy książę Orsini.

 

Rzeczpospolita on line

Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 110, piątek 12.05.2000.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"

 
 

 

Wszystkie fotografie i teksty Romana Czejarka. Copyright 1996-2011
kontakt@romanczejarek.pl
Kopiowanie (internet, druk, plakaty, ulotki itp.) bez pisemnej zgody autora zabronione.
Optymalizowane pod IE 6.0 / N 4.78. Minimalne parametry ekranu: 800 x 600, true color, kodowanie ISO-8859-2