|
"Warownia"
Bodo Ebhardta
Zamek Grodziec - Polska

Najnowsza
książka - każdego dnia ok. 8.40 do wygrania
w Radiu VOX FM
w sieci teraz najtaniej w
- za mniej niż 25 pln
Wieść o nadciągających Szwedach obiegła
całą okolicę lotem błyskawicy. Nic dziwnego - gmina
od dawna nie miała takiej okazji. Pobyt zagranicznej
ekipy filmowej przez kilka miesięcy oznacza pracę,
pieniądze i popularność, która może wreszcie ściągnie
do dolnośląskiego Grodźca więcej turystów. Bo choć
miejsce jest niezwykłe, i z wyglądu przypomina bajkową
dekorację przeniesioną wprost z Disneylandu, to ludzi
odwiedzających średniowieczny zamek, można poza sezonem
liczyć na palcach ręki.
Nie do końca wiadomo jak Szwedzi wpadli
na pomysł aby najnowsze reality show kręcić właśnie
tu. Z pewnością ceny są niższe niż w Niemczech, a
tylko tam można znaleźć podobne budowle. No i ta dzika
okolica. Zamek stoi na zalesionym szczycie dawnego
wulkanicznego stożka, 23km od Chojnowa. Stara droga
pod górę jest wąska i bardzo zniszczona. Wielu kierowców,
w obawie o stan zawieszenia, zostawia samochód na
dole i pnie się do zamku na piechotę.
Szwedzki program ma być kręcony od
kwietnia do końca lipca. Pomysł jak zwykle bardzo
prosty. Zamknięci na zamku ochotnicy mają żyć dokładnie
tak, jak ich średniowieczni przodkowie. Grodziec nadaje
się do tego wprost idealnie. Jeżeli dodamy do tego
jeszcze tajemniczą historię, sekretne wieści o ukrytych
skarbach oraz relacje świadków pod przysięgą twierdzących,
że na własne oczy widzieli pokutującego za grzechy
ducha jednego z dawnych właścicieli... sukces gotowy!
Pierwsza wzmianka o Grodźcu pochodzi
z bulli papieża Hadriana IV z 1155 roku. Na przełomie
XV i XVI wieku zamek był już jedną z najwspanialszych
Śląskich rezydencji. W jego burzliwych losach pełno
jest dramatycznych wydarzeń, o których do dziś krążą
legendy. To tu odbył się głośny ślub Fryderyka II
z księżną Sofią von Hohenzollern. Z tej okazji na
zamku zorganizowano słynny turniej rycerski. W czasie
wojny trzydziestoletniej warownię zdobyto dzięki zdradzie
kochanki zarzadzającego Grodźcem burgrabiego. Żądna
pieniędzy kobieta sama zgłosiła się do kwatery wojsk
cesarskich. Dowódca obrony zamku, po militarnej porażce
i zorientowaniu się w prawdziwych przyczynach klęski,
zrozpaczony skoczył z okna wieży na kamienny dziedziniec.
10 sierpnia 1813 roku zamek częściowo
spalił się. Przyczyną zaprószenia ognia była... eksplozja
sztucznych ogni zgromadzonych przez francuskie wojska
z okazji 44 rocznicy urodzin Napoleona. Historię Grodźca
zmieniło nabycie zamku przez Księcia Heinricha VI
von Hochberga z Książa. Nie bacząc na koszty i odległość
od głównej siedziby rodu, rozpoczął on wystawną odbudowę
rezydencji przystosowując ją do licznych odwiedzin
utytułowanych gości. Mówiono nawet, że jest to pierwszy
w XIX stuleciu, europejski zabytek przystosowany do
ruchu turystycznego!
W 1899 roku zamek nabył za 2 mln ówczesnych
marek tajny radca niemieckiego MSZ Wilbald von Dirksen.
Po dokupieniu okolicznych folwarków (radca miał słynną
hodowlę 2000 angielskich bażantów, co wymagało sporo
miejsca) Dirksen zatrudnił do remontu Grodźca popularnego
w Berlinie architekta Bodo Ebhardta.
Ów rozchwytywany na salonach człowiek,
słynął z umiejętności przebudowywania zabytkowych
obiektów na tak mile widzianą wtedy neogotycką nutę.
Przy okazji instalował pełno sekretnych korytarzy,
ukrytych przejść i magicznych skrytek. Co prawda naukowcy
zarzucali mu ignorowanie historycznych realiów, ale
nie przeszkodziło to Ebhardowi w przebudowaniu kilkunastu
słynnych niemieckich warowni. Biorąc pod uwagę to,
co wydarzyło się w Grodźcu można przyjąć, że Ebhard
praktycznie... wzniósł zamek od nowa!
Efekt był piorunujący. 9 czerwca 1908
roku na otwarcie "nowego" zamku przybył sam cesarz
Wilhelm II co było wyjątkowym wyróżnieniem. Praca
Ebharda zdobyła uznanie w oczach władcy, a kilkanaście
dni później, mimo iż Grodziec pozostał własnością
rodu von Dirksenów, obiekt oficjalnie przekazano w
użytkowanie "narodowi niemieckiemu".
Przy okazji, jak podają źródła, za ród niemiecki uznano nawet naszych
Piastów. Do ostatniej wojny na zamku funkcjonowało
m.in. schronisko turystyczne oraz renomowana restauracja.
W przyzamkowym pałacu urzędował zaś syn Wilbarda -
Herbert von Dirksen. Jego postać tragicznie splotła
się z losami warowni pod koniec wojny.
Przez wiele lat Herbert był ambasadorem
Rzeszy w Moskwie. Wiosną 1945 roku zamek został doszczętnie
splądrowany i częściowo spalony przez Rosjan. Oficerowie
NKWD szczególnie gorliwie poszukiwali prywanego archiwum
właściciela. Sam Herbert najpierw pojmany w zamku
przez Rosjan, został kilka dni później w tajemniczy
sposób wywieziony z Grodźca przez specjalny niemiecki
oddział.
W 1967 roku, na zboczu zamkowej góry,
grupka dzieci odnalazła garnek pełen średniowiecznych
monet. Wywołało to kolejną falę "poszukiwaczy skarbów",
która dość skutecznie przekopała zamkowe okolice.
Faktem jest, że w jednym z pomieszczeń, do dziś widać
okrągły ślad po skrytce znalezionej jeszcze na początku
wieku przez Ebhardta. W efekcie, niektórzy przychodzą
tu z ukochaną osobą na romantyczny spacer wśród bajkowych
ruin, a inni z łopatą, licząc na odrobinę szczęścia
i wykopanie nieco złotego grosza...
UWAGA
Pierwsze trzy ilustracje na tej stronie to reprodukcje
starych niemieckich kartek pocztowych. Wszystkie pochodzą
z mojej kolekcji.
1. "Die Groditzburg", wyd. Paul Hockendorf,
Hirschberg i Rsgb., 1900-1905, kartka czysta, bez
obiegu.
2. "Groditzburg", wyd.Fritz Laube, Groditzburg,
aufnahme R.Gebauer, Bunzlau, kartka z obiegu, datowana
30.08.1910.
3. "Groditzberge", wyd. Robert Scholz, Gorlitz,
litografia 1890-1900, kartka z obiegu, datowana 1.06.1898.
Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 49, piątek 27.02.2004.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"
|