tajemnice, sekrety, zagadki... zobacz co jest dalej!
magiczne miejsca - strona Romana Czejarka - www.czejarek.pl

 


Polecam niezwykłą książkę-przewodnik "Polska według Czejarka" - zobacz video TVP1>>
Najtaniej w internecie, najszybciej w sieci EMPiK - jak nie ma, trzeba prosić - to sprowadzą.

Tu jest film video z naszej wyprawy na dno najgłębszego na świecie Kanionu Colca w Peru.



 

Historyczne oszustwo Warpechowskiego
Liw k.Węgrowa - Polska


Polska według Czejarka - super przewodnik nie tylko na wakacje!

Najnowsza książka - każdego dnia ok. 8.40 do wygrania w Radiu VOX FM
w sieci teraz najtaniej w bookarest.pl - za mniej niż 25 pln


Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, tuż nad brzegiem przepięknej rzeki Liwiec, stoi ukryty za chłopskimi chałupami niewielki zamek. Większość zmotoryzowanych turystów, jadących dalej do Węgrowa, Drohiczyna lub Siemiatycz, nawet nie zdejmuje nogi z gazu. Prawie nikt nie wie, że z zamkiem w Liwie wiąże się jedna z najbardziej dramatycznych i niezwykłych historii ostatniej wojny. Być może, to największe historyczne polskie oszustwo XX wieku.

Zamek Liw na przedwojennej pocztówce.

Warownię wzniesiono z inicjatywy księcia mazowieckiego Janusza I Starszego. W założeniu miała chronić przez najazdami Litwinów i Jaćwingów. Niestety zamek od początku nie miał szczęścia. Pierwszy raz spalił się już... w czasie budowy! W 1429 roku mistrz Niclos (ten sam, który zbudował zamek w Ciechanowie) przedstawił księciu rachunki za swoją pracę. Ten rok uznaje się więc za oficjalną datę powstania budowli. Warto dodać, że mury wznoszono na sztucznej wyspie usypanej wśród rozlewisk i bagien w miejscu dawnej przeprawy przez rzekę.

Od 1526 roku Mazowsze i Liw należało do Korony. Zamek znacznie rozbudowano i unowocześniono. Między innymi podwyższono wieżę i przystosowano ją do obrony ogniowej. Okres największej świetności przypadł na lata królowej Bony. Kłopoty zaczęły się wraz z najazdem szwedzkim i wojną północną. W 1703 roku Szwedzi zdobyli miasto. Zniszczyli zamek zaś zdobyte armaty załadowali na wozy i próbowali wywieźć. Według relacji świadków ciężaru nie wytrzymał pobliski drewniany most. Dwanaście armat wpadło do wody i ugrzęzło w mokradłach. Z tego powodu Liw do dziś przyciąga poszukiwaczy skarbów. W latach osiemdziesiątych próby zlokalizowania (korzystano nawet z pomocy różdżkarzy) i wydobycia ładunku za pomocą koparek podejmowały lokalne władze. Bezskutecznie.

Zamek w Liwie. Budynek pałacowy z muzeum.

Z zamkiem związana jest także inna, dużo bardziej makabryczna historia. To losy Ludwiki z Szujskich Kuczyńskiej, żony kasztelana litewskiego Michała Kuczyńskiego. Choć imć kasztelan nie poślubił kobiety, delikatnie mówiąc, zbyt pięknej (jej portret można zobaczyć do dziś w muzeum) cały czas podejrzewał żonę o zdradę. Gdy pewnego razu nie znalazł trzech brylantowych pierścieni, które podarował Ludwice, posądził ją o cudzołóstwo.

Rzekomo niewierną kobietę poddano ówczesnym zwyczajem próbie. Zamknięta w zamkowej wieży miała do rana przewiercić palcem cegłę. O świcie cegła była nienaruszona. Choć Ludwika rozpaczliwie zaklinała się, że jest niewinna w ruch poszedł katowski topór. Wyrok wykonano na dziedzińcu. Kilka dni później dworzanie zabawiali się strącając gniazda srok z drzew obok zamku. Ku wielkiemu zaskoczeniu, zupełnie przypadkowo, w jednym z nich znaleziono trzy pechowe brylantowe pierścienie. Ludwikę pochowano z honorami, Michał Kuczyński odebrał sobie życie skacząc z zamkowej wieży.

Zamek w Liwie. Dawna wieża bramna.

W XVIII i XIX wieku zamek powoli popadał w ruinę. Obok wieży, urzędujący w Liwie starostowie wybudowali barokowy dwór z mansardowym dachem. Na lotniczym zdjęciu wykonanym po pierwszej wojnie światowej, na zamkowym wzgórzu widać już tylko same kikuty starych murów. W tym miejscu rozpoczyna się najbardziej niezwykła, tragiczna historia ratunku zabytkowej budowli.

Tuż przed 1939 rokiem stanowisko opiekuna zabytków powiatu węgrowskiego objął Otto Warpechowski. Człowiek o niezwykłym życiorysie, trochę dziwak-samotnik, na szczęście dla zamku - archeolog i historyk amator. Otto urodził się w 1917 roku w dalekiej rumuńskiej miejscowości Kałaszyn. Podobno jego przodkowie pochodzili z Brzozowa koło Sokołowa Podlaskiego. Faktem jest, że rodzice zostali po powstaniach zmuszeni do emigracji. W 1924 roku Warpechowscy wrócili do Polski. Po skończeniu stołecznego gimnazjum Otto zapisał się jako wolny słuchacz na wydział archeologiczny Uniwersytetu Warszawskiego. Stanowisko powiatowego opiekuna zabytków zawdzięczał swojej olbrzymiej pasji ratowania pamiątek z przeszłości i poparciu Stefana Starzynskiego, słynnego prezydenta Warszawy.

Zamek w Liwie.

Jednak ledwo Otto rozpoczął w Liwie badania archeologiczne, wybuchła wojna. Niemiecki starosta Ernst Gramss postanowił rozebrać ruiny a cegły wykorzystać do budowy obozu zagłady w niedalekiej Treblince. Nie wiadomo w jaki sposób Warpechowski zdołał cudem przekonać starostę, że popełnia wielki błąd! Na szczęście Gramss nie znał ani historii ani architektury. Otto wmówił mu, że liwski zamek to... jedyny tak wspaniały dowód na niemieckie korzenie tych ziem! W ten sposób Gramss z niszczyciela zamku cudownie przemienił się w jego obrońcę.

W 1942 roku ruszyły prace zmierzające do odbudowania "najdalej wysuniętej na wchód krzyżackiej warowni". Kierownikiem robót został... Otto Warpechowski! Otto bał się dokonywać dalej idących zmian gdyż doskonale znał prawdziwy rodowód budowli.

Przez dwa lata udało mu się zabezpieczyć przed dalszą ruiną wszystkie zachowane mury i wieżę. Zrekonstruowano dworek. Otto co pewien czas "odkrywał" też dla niepoznaki "germańskie ślady". Ekspozycję wykopalisk zlokalizowano w wieży. Miejscowa ludność traktowała go jak dziwaka. Gorzej, że pojawiły się posądzenia o kolaborację z okupantem co było już zwyczajnie niebezpieczne. Najgorsze, że w lutym 1944 roku wielka historyczna mistyfikacja wydała się! Przez kilka miesięcy Warpechowski ukrywał się przed Gestapo. Latem 1944 Niemcy mieli już na głowie zupełnie inne problemy niż ściganie "oszusta".

Zamek w Liwie. Pałac.

Po wyzwoleniu okolic Węgrowa Otto zgłosił się ochotniczo do II Armii Wojska Polskiego. Z niemałym trudem przekonywał, że jest i czuje się Polakiem. Chciał walczyć z okupantem. Ale los spłatał mu ostatniego tragicznego figla. 5 lutego 1945 roku, we wsi Paczuski, dokładnie w rok po wykryciu "historycznego sabotażu", Otto został przypadkowo zastrzelony przez pijanego radzieckiego oficera. Miał wtedy zaledwie 28 lat.

Dziś na zamku mieści się interesujące Muzeum-Zbrojownia. Na parterze dworku zobaczyć można potężne portrety sarmackie. Szkoda tylko, że placówce brakuje środków na pełną konserwację. Może dlatego lepiej od liwskich oryginałów wyglądają... kopie portretów prezentowane w salach ekskluzywnego pałacu-hotelu w niedalekiej Sterdyni. Miejscowi gospodarze wspominają też o Żółtej Damie przechadzającej się po murach. To płacząca i nadal zapewniająca o swojej niewinności kasztelanowa Ludwika Kuczyńska. Zawsze w swojej ulubionej żółtej sukni. Tej samej jaką miała na sobie w chwili wykonania wyroku.

UWAGA
Pierwsza ilustracja na tej stronie to reprodukcja przedwojennej polskiej kartki pocztowej z mojej kolekcji.
1. "Zamek w Liwie", klisze B.Wierzbicki i S-ka, wyd. ?, mal. Jan Olszewski, 1918-1939, kartka z obiegu datowana ?

PS.
Otrzymałem na początku lipca 2006 list od kustosza Muzeum Zbrojowni Liw, Pana Romana Postka z uzupełnieniami moich informacji:

- Zamek w Liwie (wraz z Ziemią Liwską), został wcielony do Korony Polskiej dopiero w 1537 r., o 10 lat później niż reszta Mazowsza. W tym czasie Ziemia Liwska stanowiła "źródło utrzymania" ostatniej z rodu Piastów mazowieckich - księżniczki Anny - i została jej odebrana po ślubie w 1536 r. ze Stanislawem Odrowążem.

- Warpechowski nie był pomawiany o kolaborację, wręcz przeciwnie - współpracował z AK ukrywając w przyzmach cegieł broń partyzancką. W czasie pobytu w Liwie, dzięki znajomości niemieckiego, uratował podczas obławy życie jednemu z mieszkańców Liwa (informacje uzyskane od mieszkańców Liwa, świadków tych czasów).

- Nie musiał także udowadniać swojej polskości, jako że pochodził z rodziny polskiej. Stopień podoficera VIII pułku Moździezy II AWP świadczy o tym, że nie był uważany za "element niepewny".

 

Rzeczpospolita on line

Tekst opublikowany w dzienniku "Rzeczpospolita"
Dodatek "Moje Podróże", nr 232, piątek 04.10.2002.
Szczegóły: patrz archiwum "Rzeczpospolitej"

 
 

 

Wszystkie fotografie i teksty Romana Czejarka. Copyright 1996-2010
kontakt@romanczejarek.pl
Kopiowanie (internet, druk, plakaty, ulotki itp.) bez pisemnej zgody autora zabronione.
Optymalizowane pod IE 6.0 / N 4.78. Minimalne parametry ekranu: 800 x 600, true color, kodowanie ISO-8859-2