|
Wszystko w jednym miejscu
Miniatury w Kowarach - Polska

Najnowsza
książka - każdego dnia ok. 8.40 do wygrania
w Radiu VOX FM
w sieci teraz najtaniej w
- za mniej niż 25 pln
Zamiast jeździć po całym Dolnym Śląsku
i mozolnie przez wiele tygodni zwiedzać zabytek po
zabytku, wystarczy przyjechać do Kowar. Na terenie
dawnej fabryki dywanów powstał tu jedyny w Polsce
"Park Miniatur". Dla potrzeb wystawy usypano
nawet z kamieni sztuczną górę Śnieżkę, bo przecież
model obserwatorium astronomicznego nie może stać
na płaskim kawałku ziemi pokrytym zwykłą trawą! Z
miesiąca na miesiąc w Parku jest co raz więcej ludzi.
Bywa, że nawet kilka tysięcy osób dziennie. W ciągu
dwóch godzin, pod okiem przewodnika, przemierzają
w wyobraźni dziesiątki kilometrów. A w drodze od jednego
pałacu do drugiego raczą się aromatyczna kawą...
Z początku na pomysłodawcę Parku patrzono
z dużym przymrużeniem oka. Gdy Marian Piasecki wracał
do Polski po latach pracy na terenie Niemiec długo
zastanawiał się co zrobić. W pierwszej chwili myślał
o modelach zabytków z całej Europy, albo nawet z całego
świata - Łuku Triumfalnym z Paryża, egipskich piramidach
lub krzywej wieży z Pizy. Ale takich Parków jest już
w różnych krajach kilkanaście. Po naradach, pod wpływem
rodziny, zmienił zdanie i postanowił skupić się na
Dolnym Śląsku.
W dawnej hali fabrycznej urządzono
niecodzienną pracownię. Grupa modelarzy dostała niezwykłe
zadanie wybudowania miniaturowego świata. Bardzo szybko
okazało się, że to nie taka prosta sprawa. Ponieważ
wszystkie modele mają taka samą skale 1:25, oznacza
to, że te najmniejsze liczą sobie kilkadziesiąt centymetrów,
zaś te największe nawet kilka metrów! Rekordzistą
okazał się zamek Książ. By odwzorować skałę na której
stoi trzeba było wkleić obok siebie ręcznie dwie tony
drobnych kamyczków. Przez kilka miesięcy, dzień po
dniu, klęcząc na kolanach, robiła to zafascynowana
modelem młoda przewodniczka. Aż cud, że nie wariowała!
- żartują dziś jej koledzy. Ale dzięki benedyktyńskiej
pracy model robi rzeczywiście imponujące wrażenie.
Średnio jeden model - zamek, pałac lub
klasztor - buduje przez kilka miesięcy 2-3 modelarzy.
Zaczyna się oczywiście od żmudnego zbierania dokumentacji.
Pomocne są stare fotografie, plany i dokumenty. Potem
tworzy się szkielet modelu, a później dzień pod dniu
wkleja okna, drzwi albo nawet pojedyncze dachówki.
Nawet gdy jest ich kilkadziesiąt tysięcy sztuk. Modele
zimę spędzają w specjalnie przygotowanej i ogrzewanej
hali. Gdy nastaje wiosna obsługa Parku pieczołowicie
wynosi je na zewnątrz i ustawia na specjalnie przygotowanych
postumentach. Wyjątkiem jest wspominany już zamek
Książ - model jest tak duży, że musi przez cały rok
pozostać na miejscu. Dla bezpieczeństwa i ochrony
przed śniegiem ustawia się więc nad nim specjalny
miniaturowy hangar.
Równie niezwykli są przewodnicy po Parku
Miniatur. Tu nie wymienia się samych dat lub nazwisk
kolejnych władców i właścicieli. O każdym obiekcie
trzeba opowiedzieć turystom tak, by przedstawić związane
z nim ciekawostki. Im bardziej niezwykła historia
tym lepiej! Zakończony czterema wieżami pałac w Wojanowie
to na przykład... prezent ślubny króla pruskiego Fryderyka
Wilhelma III dla córki księżnej Luizy Niderlandów.
Starówka Jeleniej Góry ma ciasno upakowane piętrowe
domy z trzema oknami od frontu gdyż jest to rodzaj...
podatkowego oszustwa. W dawnych czasach na Śląsku
podatek płacono od liczby okien. Sprytni mieszczanie
wpadli więc na pomysł by ich domy były co raz to wyższe
ale z ograniczoną liczbą okien od frontu co pozwalało
zaoszczędzić na wydatkach. Pałac królów pruskich w
Mysłakowicach ma dobudowaną salę balową na wzór...
parowych bocznokołowców pływających po amerykańskiej
Mississippi. Kolejny właściciel był bowiem pod wrażeniem
swojej podróży za ocean a przy okazji marzyły mu się
kolejne dalekie morskie wyprawy.
W naturze ciężko dostrzec jak wyglądają
niektóre detale. Tu chodząc po parku widzimy poszczególne
modele, prawie jak z lotu ptaka, więc od razu możemy
sprawdzić czy przytaczana przez przewodnika historia
o parowcu z Ameryki jest prawdziwa czy nie. Czasami
jest tak, że model wygląda dużo lepiej niż oryginalny
pierwowzór.
Pechowy pałac w Wojanowie w oryginale
najpierw został kompletnie zniszczony przez nieodpowiedzialnych
użytkowników w czasach dawnego PRL-u, a potem spalił
się podczas kosztownego remontu robionego przez włoskiego
inwestora. Dziś rekonstruowany jest kolejny raz. Ale
zanim, przy odrobinie szczęścia, zamieni się kiedyś
(prace trwają trzeba przyznać wyjątkowo szybko) w
luksusowy hotel z polami golfowymi, na razie wygląda
dużo mniej efektownie niż precyzyjnie wykończony model
w Kowarach.
W ukrytej przed zwiedzającymi hali powstaje
następny model-gigant. To zamek Czocha słynny ze studni
niewiernych żon, łoża z zapadnią, ukrytych przejść
oraz tajnego skarbca ostatniego właściciela. Zapewne
o zamku niedługo znów zrobi się głośno (kiedyś kręcono
tu film "Gdzie jest generał", dziś na emisję
w TVP czeka zrobiona tu "Twierdza szyfrów")
więc właściciele parku śpieszą się by model efektownej
warowni stał się kolejną gwiazdą wśród miniatur. Na
razie największą furorę wśród zwiedzających robi Lumpi
- czyli dłuuugi jamnik właściciela. To jedyna żywa
istota, która bez ograniczeń może przechadzać się
bezpośrednio po modelach. Proszę więc nie zdziwić
się gdy z zabudowań Jeleniogórskiej Starówki wynurzy
się nagle mokry psi nos lub postawiony na sztorc merdający
z radości ogon. Właśnie taki obraz zastali operatorzy
kamer jednej z telewizji, a zrobione przy tej okazji
zdjęcia obiegły cały świat. Stąd logo "Parku
Miniatur" - Jamnik stojący w zabytkowej, staromiejskiej
bramie.
Kowary... to miasto w Kotlinie Jeleniogórskiej
znane z "Paku Miniatur zabytków Dolnego Śląska"
oraz z Podziemnej Trasy Turystycznej "Sztolnie
Kowary". W początku XX wieku odkryto tu bogate
złoża radioaktywnych rud uranowych. Ich wydobyciem
najpierw byli zainteresowani Niemcy, a potem Rosjanie.
Przez pewien czas Kowary były nawet miastem zamkniętym
zaś tajemnicy pilnowali agenci Urzędu Bezpieczeństwa
i NKWD. Rosjanie zamknęli kopalnię dopiero w 1962
roku. Dziś część udostępniona jest do zwiedzania,
obok uruchomiono podziemne inhalatorium radonowe.
W okolicy warto zobaczyć:
Zamek w Bolkowie - Jedyny w Polsce zamek
z wieżą zbudowaną na planie kropli wody, z ostrzem
zwróconym w kierunku atakujących. Historia warowni
sięga XIII w., kiedy to pierwsze umocnienia wzniósł
książę legnicki Bolesław II Łysy zwany Rogatką - znany
awanturnik, ale też organizator pierwszego w dziejach
udokumentowanego turnieju rycerskiego, który odbył
się w 1243 r. Później zamek wielokrotnie zmieniał
właścicieli. Od połowy XIX w. był już ruiną. Dziś
w Bolkowie odbywają się turnieje rycerskie oraz koncerty
cieszące się popularnością wśród fanów ostrej muzyki
metalowej.
Pałac Górka w Świnach - Przy dobrej pogodzie Świny
widać z wieży zamku w Bolkowie. Od lat poszukiwacze
skarbów oraz okoliczna ludność uważają, że obie warownie
łączy podziemny korytarz. Zamek od początku swego
istnienia należał do rycerskiego rodu Świnków, z którego
wywodził się arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka.
Legenda głosi, że podczas jednej z uczt Konrad Świnka
zawołał: Jeżeli kiedykolwiek mają mnie porwać diabli,
to niech to czynią teraz! Po tych słowach padł rażony
piorunem. Dziś zamek jest w ruinie.
Tekst opublikowany w dzienniku "Super
Express"
Cykl "Polska według Romana Czejarka", sobota
19.05.2007.
Szczegóły: patrz archiwum "Super Expressu"
|