|
Rycerze Króla Artura
i Sir Lancelot
Wieża w Siedlęcinie - Polska

Najnowsza
książka - każdego dnia ok. 8.40 do wygrania
w Radiu VOX FM
w sieci teraz najtaniej w
- za mniej niż 25 pln
Wnętrze tajemniczej i zapomnianej wieży
w Siedlęcinie jest zagadką godną polskiej wersji "Kodu
Leonarda da Vinci". Średniowieczne kobiety w
niezwykły sposób przemalowane na cysterskich mnichów,
rzekoma Madonna z Dzieciątkiem, która oglądana dokładnie
w podczerwieni okazuje się być... ucharakteryzowanym
i zamaskowanym Św. Krzysztofem! To tylko skromny początek.
Pytania o prawdziwe przesłanie ukrytych tu malowideł
mnożą się z każdą chwilą, zaś dobrych odpowiedzi brakuje
do dziś.
Co ciekawe nawet teraz do Siedlęcina
trafiają nieliczni turyści. Bardzo blisko stąd do
Jeleniej Góry więc teoretycznie gości, a wśród nich
prawdziwych badaczy powinno być dużo, dużo więcej.
Ale przez lata o średniowiecznym skarbie schowanym
w mrocznej budowli wiedzieli tylko wtajemniczeni.
Na dokładkę po ostatniej wojnie obok wieży rozlokowało
się duże gospodarstwo rolne.
Aby dostać się do zabytkowego środka
(zamienionego na magazyn) trzeba było wcześniej za
zgodą gospodarzy przejść przez... prywatne mieszkanie!
Naukowcy też byli bardzo sceptyczni. Skąd w małej
śląskiej wsi, tysiące kilometrów od wysp brytyjskich,
mogły wziąć się opowieści o Lancelocie, królu Arturze,
zamku Camelot i Rycerzach Okrągłego Stołu!? I to siedemset
lat temu?
Całą sprawę skomplikowali nieudolni
konserwatorzy. Gdy pod koniec XIX wieku wnętrze wieży
po raz pierwszy odsłoniło swoje zagadkowe tajemnice,
po prostu źle odczytano przesłanie zachowanych tu
malowideł. Najwyraźniej nikt nie spodziewał się aż
takiej sensacji, więc uznano, że są to typowe rysunki
przedstawiające popularne historie związane z wiarą.
A ponieważ malowidła były mocno zniszczone zabrano
się za ich "konserwację". Na przykład zielone
suknie niewiast uznano za habity zakonników i tak
też przemalowano ściany! Po tym jak z kobiet zrobiono
mężczyzn, trudno dziwić się, że podobnie w innych
miejscach panów uznano za panie... Dość prymitywnie
ktoś spróbował też domalować brakujące fragmenty nieukończonych
obrazów. W efekcie powstała nowa łamigłówka, którą
dziś niełatwo rozszyfrować. Niestety ostatni raz takiej
"konserwacji" dokonano jeszcze w 1954 roku.
Wielbiciele zagadek w stylu "Kodu
Leonarda da Vinci" mają więc w Siedlęcinie pole
do popisu. Kto umie odczytywać ukryte średniowieczne
znaki bez trudu, choć częściowo, odkryje tajemne przesłanie
sprzed setek lat. Nawet jeżeli dotyczy ono tak niezwykłej
historii jak średniowieczna zdrada w stylu współczesnego
łzawego romansu! Proszę na przykład odnaleźć na ścianie
wizerunek rycerza w pasiastym stroju. To słynny Lancelot,
do pewnego momentu wierny sługa Króla Artura.
Ów rycerz uwieczniony w malowidłach
na ścianach wieży w Siedlęcinie obejmuje ramieniem
kobietę. To piękna i ponętna Ginerva - żona Króla
Artura. Oboje, Lancelot i Ginerva, równocześnie trzymają
się za ręce. Ale uwaga - za lewe ręce! Co oznacza
ten znak? W XIV wieku przekaz był czytelny - lewe
ręce to symbol nieprawego związku czyli po prostu
dowód zdrady. O ile jednak ta zagadka jest prosta
o tyle kilka metrów dalej mamy już same znaki zapytania.
Na innym rysunku ten sam Lancelot dotyka ręką poważnie
chorego wojownika. To znak uzdrowienia. Ale dlaczego
chory rycerz ma zmienione proporcje postaci i aż...
trzy nogi?! Czy to kolejne ukryte przesłanie, pomyłka
malarza, czy może tylko niedokończony szkic co rysunku?
Ciekawe jest kto setki lat temu namalował
we wnętrzu rycerskiej wieży niezwykle obrazy? Skąd
znał historię o Królu Arturze, jego niewiernej żonie
oraz o bohaterskim Lancelocie, który uwiódł małżonkę
swojego Pana, a tym samym sprowadził nieszczęście
i bratobójcze wojny?
Tajemnicze malowidła znajdują się na
drugim piętrze wieży podzielonej potężnymi drewnianymi
stropami. Mimo upływu lat rysunki mają niezwykłe kolory
i przede wszystkim zaskakującą treść. Wiemy, że zagadkowy
autor pochodził najprawdopodobniej ze Szwajcarii,
musiał widzieć podobne obrazy w Austrii i Czechach,
a najprawdopodobniej sprowadził go Bolko II Świdnicki.
Czy spotkali się w czasie jednej z
wielu podróży księcia do Włoch albo do Niemiec? Dlaczego
seria malowideł nie została ukończona? Prace musiały
trwać wiele lat i może anonimowy artysta powalony
nagłą chorobą musiał zostawić swoje dzieło? Z pewnością
nowy właściciel wieży w Siedlęcinie - Jenschin von
Redern - próbował domalować brakujące sceny. Wynajął
więc nowego malarza ale ten najwyraźniej nie miał
już takiego talentu jak jego poprzednik. A może poprawki
robił jakiś kiepski uczeń dawnego mistrza?
Na szczęście w ostatnich latach zapomniana
wieża w Siedlęcinie znalazła dobrych opiekunów. Uprzątnięto
teren, zabezpieczono ściany z obrazami i dobrze oświetlono
ukrytą do tej pory w mroku ekspozycję. Ale nadal łatwiej
spotkać tu zagranicznego turystę niż kogoś z Polski.
A przecież to piękne miejsce cały czas czeka na badacza,
który do końca rozszyfruje wszystkie średniowieczne
tajemnice. Kto wie, może nawet któryś z czytelników
tej strony?
Wieża Rycerska w Siedlęcinie... Unikalna
na Polskich ziemiach budowla wzniesiona w połowie
XIV wieku. Pierwotnie była to przystosowana do obrony
dwupiętrową wieża mieszkalną otoczoną murami oraz
fosą. Wdowa po Bolku II Świdnickim sprzedała w 1368
roku wieżę swojemu dworzaninowi Jenschinowi von Redern,
ten zaś w czasie przebudowy dodał trzecie piętro i
nakrył obiekt dachem. Od 1732 roku do końca wojny
właścicielami Siedlęcina była rodzina Schaffgotschów.
Najcenniejszym elementem wieży są odkryte w XIX wieku,
pełne symboli, niezwykłe malowidła opisujące historię
Lancelota, Ginervy oraz Króla Artura. Niestety do
dziś autor tych bezcennych obrazów pozostaje nieznany.
To jedyne na świecie zachowane freski z legendą Sir
Lancelota z jeziora!
W okolicy warto zobaczyć:
Perła Zachodu - Położone nad skalnym
urwiskiem malownicze drewniane schronisko zbudowane
w 1927 roku dla turystów wypoczywających nad Jeziorem
Modrym . Przed wojną była tu bardzo popularna gospoda,
do której dało się dojechać samochodem z Siedlęcina.
W 1950 roku otwarto tu obiekt PTTK. Przez pewien czas
złośliwi nazywali to miejsce "Perłą smrodu",
a to ze względu na zanieczyszczenie płynącej obok
rzeki Bóbr. Dziś znów jest to popularne miejsce wypoczynku
mieszkańców Jeleniej Góry. Warte uwagi są odnowione
ścieżki rowerowe.
Zapora Bobrowice - Służy do spiętrzenia wód Jeziora
Modrego na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru.
Dziś są tu dwie elektrownie wodne - Bobrowice I (o
mocy 1MW) oraz Bobrowice II (0,23MW). Nad taflą jeziora
przerzucona jest popularna wśród turystów dwuprzęsłowa
kładka, po której dotrzeć można do fantastycznych
formacji skalnych na drugim brzegu oraz do tzw. Wieżycy.
Asfaltowa droga wzdłuż jeziora prowadzi dalej do schroniska
"Perły Zachodu". Jezioro wraz z zaporą powstało
w 1925 roku.
Tekst opublikowany w dzienniku "Super
Express"
Cykl "Polska według Romana Czejarka", sobota
30.06.2007.
Szczegóły: patrz archiwum "Super Expressu"
|